aktualności

Karol Dziuba: czeka nas wiele komediowych zwrotów akcji

Karol Dziuba jako Tomasz Podhalski (fot. Aleksandra Mecwaldowska/TVP)

– Jeśli chodzi o Tomka, to on się w pewien sposób rozwinie – myślę tu o zawarciu bliższej znajomości z Laurą Curyło. Dalej będzie walczył oczywiście ze swoimi słabościami, przywarami, brakiem pewności siebie, który zamienia na niezdrową rywalizację – mówi Karol Dziuba, grający rolę Tomasza Podhalskiego w serialu „O mnie się nie martw”.

Jakie są Pana wrażenia po udziale w pierwszym sezonie serialu „O mnie się nie martw”? Czy to była dobra szkoła zawodu aktora?

– W Akademii Teatralnej człowiek wszystkiego się nie nauczy. Wraz z kolejnym produkcjami rośnie aktorskie doświadczenie. Dla mnie ten pierwszy sezon „O mnie się nie martw” był pierwszą okazją tak dużej ilości pracy z kamerą. Te doświadczenia dla mnie jako młodego aktora są bezcenne. Poznałem rytm pracy, który jest znacznie szybszy niż w teatrze. Na planie mogłem się spotkać np. z Andrzejem Zielińskim, Katarzyną Zielińską i wieloma innym aktorami, których kiedyś oglądałem i podziwiałem w telewizji i w kinie.

Może Pan scharakteryzować postać Tomasza Podhalskiego? Jakie są jego stosunki z Marcinem Kaszubą?

– Tomasz Podhalski i Marcin Kaszuba znali się jeszcze ze studiów. Teraz pracują w tej samej kancelarii Wiktora Zarzyckiego. Tomek krąży zawsze w cieniu Marcina. Ma wobec niego kompleksy z powodów zawodowych. Marcin ma swojego rodzaju charyzmę. Ma coś takiego, że ciągnie za sobą ludzi i wydaje się to być bardzo ważne w zawodzie prawnika. Kiedy wykonuje się tego typu pracę jak bronienie kogoś w sądzie, czy występowanie w czyimś imieniu, to wymaga prezencji i zdolności przemawiania. Także takiej błyskotliwości, którą Marcin ma i której Tomek niestety nie ma.

Relacje między nimi to nie tylko sprawy zawodowe z kancelarii Zarzyckiego…

– No tak. Do tego dochodzi jeszcze wątek miłosny. Serialowa Asia jest byłą narzeczoną Tomka. Sytuacja, w której narzeczonym Asi jest Marcin, musi wywoływać w sposób nieunikniony pewne spięcia. Cały czas Tomek stara się jakoś rywalizować i na tym polu, a wynika to ze słabości jakie Podhalski ma. W tym co robi Tomek dużo jest zawiści, co przejawia się np. w dawaniu do zrozumienia szefowi, że Marcin jest w pracy nieodpowiedzialny. Każdy z nas aktorów grając jakąś rolę czerpie coś z siebie. Ja grając Tomka korzystam też z tych pokładów niepewności, które mam i przenoszę to na tę postać.

Rozmawiamy na planie drugiego sezonu „O mnie się nie martw”. Co Pan może powiedzieć o tym, co się nowego wydarzy w tym serialu?

– Szczegółów nie będę zdradzać, żeby nie odebrać przyjemności telewidzom tak licznie śledzącym perypetie bohaterów naszego serialu. Tak ogólnie rzecz biorąc to czeka nas wiele komediowych zwrotów akcji. Zapewniam, że widz będzie zaskoczony pewnymi rozwiązaniami, które się pojawią. Jeśli chodzi o Tomka, to on się w pewien sposób rozwinie – myślę tu o zawarciu bliższej znajomości z Laurą Curyło. Dalej będzie walczył oczywiście ze swoimi słabościami, przywarami, brakiem pewności siebie, który zamienia na niezdrową rywalizację. Nie wykluczam, że coś się będzie działo pomiędzy Tomkiem i Asią. Z ich związku pozostały jakieś zadry, chociaż się wydaje, że już obecnie Tomek tylko Asię męczy i denerwuje. Wydaje się, że w tym serialu nie ma tak przerysowanej postaci jak Krzysztof Małecki, którego gra Paweł Domagała…

– Zgadzam się i jest to brawurowa rola Pawła. Aczkolwiek mam wrażenie, że w naszym życiu spotykamy takie typy ludzi, że widząc ich w teatrze, kinie, czy w serialu widzowie powiedzieliby, że to za dużo. Ale tak jest. Ja często się przyglądam ludziom, którzy tak się zachowują i myślę sobie, że gdybym to przedstawił jako propozycję to powiedzianoby, że to niemożliwe, to jest za dużo, tak się ludzie nie zachowują. A życie potrafi bardziej zaskakiwać niż film.

Ostatni odcinek pierwszej transzy „O mnie się nie martw” miał ponad 2,6 miliona widzów, a średnio każdy z odcinków oglądało ponad 2 miliony osób. Zagranie roli i to jednej z głównych w takim serialu musiał nieuchronnie wiązać się ze wzrostem popularności. Czyżbym się mylił?

– Akurat ta popularność serialu na moją osobistą popularność nie miała jakiegoś wielkiego przełożenia. Zostałem „zdemaskowany” jako Tomasz Podhalski raptem dwa czy trzy razy. Nie było jakichś niemiłych sytuacji. Sądzę, że znaczny wzrost rozpoznawalności przypadł w udziale Joannie Kulig i Stefanowi Pawłowskiemu, którzy zagrali jednak tu główne role. Mam nadzieję, że w ich przypadku te przejawy popularności przybierają wyłącznie miłe formy – np. zrobienie sobie z nimi zdjęcia czy danie autografu. Ja cenię sobie tę swoją anonimowość na ulicy, choć to pewnie kłóci się z istotą zawodu aktora.

W Teatrze Narodowym gra Pan w spektaklu „Fortepian pijany” opartym na piosenkach Toma Waitsa. Pozwoli Pan, że zadam przenikliwe pytanie – jak idzie?

– Myślę, że spektakl się przyjął bardzo dobrze. Oczywiście są różne opinie, ale publiczność dopisuje. Świetnie się to gra, bo jest wspaniały zespół, zarówno aktorski, jak i muzyczny. Czerpię z tego bardzo dużą przyjemność. Ta muzyka jest mi bardzo bliska i zawsze z radością przychodzę na spektakl.
 
Rozumiem, że w zespole Teatru Narodowego jakoś Pan się dotarł – z pewną taką nieśmiałością…

– Oczywiście. To jest bardzo dobry zespół i jestem zadowolony, że mam możliwość pracy z moimi starszymi kolegami, którzy bardzo wiele mogą mnie nauczyć.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz

Autor: --

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję pliki cookies z tej strony