aktualności

Aleksandra Domańska: Asia nie jest córeczką tatusia

Aleksandra Domańska jako Joanna Zarzycka (fot. Aleksandra Mecwaldowska/TVP)

– Aśka wyjechała do Francji, żeby jakoś przemyśleć tę swoją sytuację z Marcinem. Już w pierwszym odcinku wraca zza granicy. Wraca na pozór szczęśliwa, bo wydaje jej się, że zapomniała o Marcinie i stara się ułożyć to swoje życie na nowo – mówi Aleksandra Domańska, grająca rolę Joanny Zarzyckiej w serialu „O mnie się nie martw”.

Jakie ma Pani wrażenie po pierwszej transzy serialu „O mnie się nie martw”?

– Mi osobiście serial bardzo się podoba. Jestem wielką fanką Pawła Domagały, którzy stworzył przeuroczą postać Krzysztofa Małeckiego, byłego męża Igi. Generalnie jestem bardzo zadowolona, że udało mi się dostać rolę w tej produkcji. Każde doświadczenie pracy przed kamerą jest cenne, a w serialu tempo pracy jest wyjątkowe.

Grała Pani m.in. w filmie „Pod Mocnym Aniołem” Wojciecha Smarzowskiego rolę młodej „Królowej Kentu”. Ta rola jest zupełnie inna…

– Tak, a różnorodność ról jest dla aktora bardzo inspirująca. Asia jest młodą kobietą, która pracuje w kancelarii swojego ojca i nie do końca czuje się w tej sytuacji komfortowo. Boi się, że może być odbierana przez pryzmat córeczki tatusia, która sama nie poradziłaby sobie w życiu, ale z racji tego, że ojciec ma kancelarię to ma pracę. Boi się, że padnie ofiarą stereotypu i nikt nie będzie dostrzegał jej zdolności. A jest to bardzo inteligentna osoba, bardzo profesjonalna, a do tego dobra i ciepła.
 
Na planie często Pani występuje z Andrzejem Zielińskim, który gra rolę Wiktora Zarzyckiego, właściciela kancelarii prawniczej, wokół której toczy się akcja serialu i ojca Joanny. Jak się z nim pracuje?

– Andrzej Zieliński jest aktorem bardzo profesjonalnym. Ma ogromne doświadczenie, którym nie omieszkuje się dzielić i podczas kręcenie poszczególnych scen dawał mi wskazówki, za co mu jestem bardzo wdzięczna. Poza tym jest człowiekiem bardzo miłym i sympatycznym. Praca z nim to była dla mnie fantastyczna przygoda zawodowa. Zresztą zawsze po moich rolach zostają we mnie rozmowy, które były prowadzone na planie – z aktorami, reżyserem i innym członkami ekipy filmowej, a w tym przypadku wiele tych rozmów z Andrzejem Zielińskim.

Pani bohaterce nie za bardzo udaje się ułożyć stosunki z mężczyznami. Wiemy, że była w związku z Tomaszem Podhalskim, ale nic z tego nie wyszło. Przez całą pierwszą serię obserwowaliśmy jej perypetie miłosne z Marcinem Kaszubą. Czy ta Joanna jest taka trochę niezdecydowana?

– Wręcz przeciwnie. Joanna bardzo dobrze wie, czego chce. To chyba raczej jej partner jest niezdecydowany i potrafi określić, czego chce w życiu.
Tomasz Podhalski pracuje w tej samej kancelarii, co Joanna i Marcin, więc spotykają się prawie codziennie. Czy jest tu możliwy powrót tego związku, który kiedyś stanowili?

– Asia zapomniała o Tomku, a jeśli już o nim pamięta to tylko na zasadzie, że nic już ich nie łączy. Absolutnie do Tomka nie chciałaby wrócić. Asia była bardzo zakochana w Marcinie i myślę, że wyraźnie dawała to odczuć.

Tomasz Podhalski dał się poznać jako osobnik stanowczy, kiedy wyrzucił z siedziby kancelarii awanturującego się klienta. W oczach Marcina widać było coś na kształt uznania. A czy nie wywołało podziwu Joanny?

– Ta cała sytuacja to było ogromne zaskoczenie dla wszystkich. Jednak w przypadku Aśki to nie przywołało jakichś wspomnień, ani nie wywołało dylematów, na jakiego partnera postawić.

A co będzie się działo z Joanną Zarzycką w tej nowej serii „O mnie się nie martw”?

– Po zerwaniu oświadczyn przez Marcina Aśka wyjechała do Francji, żeby jakoś przemyśleć tę swoją sytuację z Kaszubą. Już w pierwszym odcinku wraca zza granicy. Wraca na pozór szczęśliwa, bo wydaje jej się, że zapomniała o Marcinie i stara się ułożyć to swoje życie na nowo. A co z tego wyjdzie będziemy mogli się przekonać w telewizyjnej Dwójce już wiosną 2015 roku.

W pracy jednak Asia z Marcinem spotykają się cały czas…

– W pracy Asia stara się być stuprocentową profesjonalistką i nie miesza spraw osobistych z zawodowymi. W drugiej serii zmienia się natomiast siedziba kancelarii i sceny są nagrywane tu gdzie jesteśmy, czyli przy ulicy Madalińskiego, ale cały czas w Warszawie.

Serial serialem, ale czy jest Pani zaangażowana w jakieś inne projekty zawodowe?

– Właśnie jestem świeżo po premierze „Kolacji kanibali” Vahe Katchy w reżyserii Borysa Lankosza w Teatrze Polonia. Na scenie poza mną pojawiają się m.in. Rafał Mohr, Andrzej Deskur i Justyna Grzybek. Na horyzoncie rysują się jakieś kolejne projekty, ale – żeby nie zapeszyć – nie będę o nich mówić.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz

Autor: --

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję pliki cookies z tej strony