aktualności

Stefan Pawłowski: trafiłem na głęboką wodę

Stefan Pawłowski jako Marcin Kaszuba (fot. Aleksandra Mecwaldowska/TVP)

– Staraliśmy się nie powielić jakiegoś schematu i nie zrobić kolejnej rzeczy na ten sam temat i o tym samym. Czy nam się to do końca udało, to tylko widzowie mogą ocenić. Kładliśmy na pewno duży nacisk, aby to nie było banalne, żeby to nie był tzw. odgrzewany kotlet – mówi Stefan Pawłowski, grający rolę Marcina Kaszuby w serialu „O mnie się nie martw”.

Początek znajomości Marcina Kaszuby i Igi Małeckiej nie był zbyt fortunny, ale później nawet rodzi się pomiędzy nimi coś na kształt uczucia…

– Iga miała problem z pozbyciem się byłego męża Krzysztofa z mieszkania i zwróciła się o pomoc w tej sprawie właśnie do Marcina Kaszuby, który miał ją reprezentować w sądzie. Tak się jednak stało, że ja jako Marcin nie przychodzę na rozprawę, bo najzwyczajniej w świecie zaspałem po jakiejś hulance alkoholowej. Iga przegrywa w sądzie i jest wściekła na Marcina. Iga jednak zaczyna pracować w kancelarii, w której zatrudniony jest Marcin Kaszuba i ta relacja między nimi na pewno się pogłębia. Kierunek jest jednak niejednoznaczny, bo nie wiadomo, czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie.

Pierwsza seria kończy się dość dramatycznie, bo wypadkiem samochodowym Marcina Kaszuby i porwaniem Igi przez kandydata na partnera, który okazał się osobnikiem psychicznie niezrównoważonym…

– Rzeczywiście podczas jazdy samochodowej obróciło mnie trochę i uderzyłem w drzewo. Stało się to w ferworze pościgu i próby odnalezienia Igi, która została porwana. Wyjechała mi na drogę na rowerze i właśnie to stało się przyczyną wspomnianego wypadku. Okazuję się, że przeżyję i stąd ta druga seria… (śmiech)

Chyba możemy nieco zdradzić, co w tej drugiej transzy „O mnie się nie martw” będzie się działo?

– Troszeczkę możemy. Marcin przechodzi rehabilitację, bo w wypadku miał nadwichnięty kark. Aśka, była dziewczyna Marcina, wraca z Francji. Krzysiek, genialnie grany przez Pawła Domagałę, ma problem z dotrzymaniem przysięgi, że wyprowadzi się od Igi. W końcu trafia do Marcina i przez pewien czas mieszka u niego. Z Pawłem gra się fantastycznie i to wspólne pomieszkiwanie zaowocuje na pewno fajnymi scenami. Dodam, że do sieci trafia filmik rzekomo nakręcony przez Marcina, jak pędzi przez miasto z ogromną prędkością samochodem, całkowicie ignorując czerwone światła… Z tego się robi wielka medialna afera i mecenas Kaszuba trafia na okładki brukowców.

Ostatni odcinek pierwszej serii obejrzało ponad 2,6 miliona widzów. Co Twoim zdaniem zadecydowało o takim powodzeniu wśród widzów?

– Myślę, że w dużym stopniu chodzi o olbrzymie zaangażowanie w zasadzie w każdym pionie realizującym ten serial. Staraliśmy się nie powielić jakiegoś schematu i nie zrobić kolejnej rzeczy na ten sam temat i o tym samym. Czy nam się to do końca udało, to tylko widzowie mogą ocenić. Kładliśmy na pewno duży nacisk, aby to nie było banalne, żeby to nie był tzw. odgrzewany kotlet. Może o to właśnie chodziło.Czy popularność, która na Ciebie musiała spłynąć wraz z udziałem w tym serialu, jest miła czy kłopotliwa?

– W zasadzie raz tylko zdarzyło mi się odczuć tę popularność. Było to w sytuacji, kiedy pojechałem wymieniać opony z letnich na zimowe. Córka tego pana, który mi to robił, przyszła zrobić sobie ze mną zdjęcie. To było zaskakujące i miłe, a zdarzyło się to dość daleko od Warszawy. W serialu chodzę w garniturze, gram w soczewkach, mam staranną fryzurę – to się bardzo różni od tego, jak się na co dzień ubieram, czyli dosyć przeciętnie i normalnie. To sprawia, że nie rzucam się specjalnie w oczy.

Co ci zawodowo dał udział w tym serialu?

– To była dla mnie ogromna lekcja i szansa na zdobycie dużego doświadczenie w pracy przed kamerą. Ja jako chłopak bezpośrednio po szkole trafiłem na głęboką wodę. Miałem możliwość szybkiego machania rękami i utrzymania się na powierzchni, a nawet wybicia ponad fale albo pójścia na dno. To ryzyko, jak się wydaje, jednak mi się opłaciło.

Zawsze istnieje ryzyko, kiedy młody aktor zdobywa jakąś rolą dużą popularność, że zostanie zaszufladkowany. Nie obawiasz się tego troszeczkę?

– Wydaje mi się, że w Polsce ostatnio coraz więcej się tworzy. I jeśli chodzi o zaszufladkowanie – rozmawialiśmy nawet na ten temat z Pawłem Domagałą – to wiele zależy od twórców. Jeśli producenci, reżyserzy dadzą mi szansę jakiejś innej roli, to przyjmę to z otwartymi ramionami. Jestem przecież aktorem i chcę się prezentować jak najbardziej różnorodnie w miarę swoich sił. W „Czasie honoru” grałem zupełnie inną postać niż tu w „O mnie się nie martw”.
 
Całkiem niedawno w TVP1 ponownie wyemitowano przedstawienie Teatru Telewizji „Kryptonim Gracz”, dotyczący Twojego dziadka, czyli szermierza Jerzego Pawłowskiego. Jak oceniasz ten spektakl i jaki masz do niego stosunek emocjonalny?

– Miałem to szczęście i byłem na premierze. Główną rolę gra tu Zbigniew Zamachowski, który uczył mnie w Akademii Teatralnej – miałem z nim zajęcia z piosenki aktorskiej. Było to tym bardziej ciekawe. Moim zdaniem bardzo dobrze zostało pokazane, dlaczego dziadek miał incydent szpiegowski w wojsku PRL-owskim. Nie był to jakiś pojedynczy przypadek, bo wiele osób zostało nakłonionych do takiej współpracy na zasadzie szantażu. Chylę czoła przed twórcami tego spektaklu – m.in. reżyserką i scenarzystką Agnieszką Lipiec Wróblewską oraz aktorami Zbigniewem Zamachowskim, Danielem Olbrychskim, Dominiką Ostałowską i Marcinem Hycnarem – i bardzo im dziękuję.

A ja dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Pietruszkiewicz

Autor: --

Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję pliki cookies z tej strony